Wychował się na punk rocku, prowadził stowarzyszenie, miał swoją działalność gospodarczą, a z zawodu jest… piekarzem.  W swoim spółdzielczym zespole ma też energiczną krawcową, grafika komputerowego, księgowego, uzdolnionego artystycznie kierowcę, animatorkę – psychoterapeutkę, kierownika sprzedaży w postaci  własnej żony i tancerzy – ludzi, którzy mają konkretne umiejętności i chcą pracować. Artur Ziemacki, prezes spółdzielni socjalnej „Dobra Ekonomia” z Bartoszyc z uwagą wsłuchuje się w rynek,  aby utrzymać na nim swój zespół. Najczęściej występuje w roli zarządzającego spółdzielnią, ale czasem wkłada na siebie strój klowna.
Nie pamięta dokładnie kim chciał zostać, gdy był małym chłopcem, chyba komandosem.  Za jego domem były kiedyś  głębokie doły po wykopach i gdy mocno popadał deszcz, to je zalewało. I mały Artur pływał w tej gliniance, tłumacząc, że jak zostanie komandosem, to będzie miał świetną zaprawę. Zamiast tego mocno się od tej brudnej wody rozchorował.
– Ryzyko jest wpisane we wszystko co robię. Jak nie ma zadymy, to jest słabo, musi się coś dziać. I myślę, że spółdzielnia jest takim kolejnym wykopem, w którym się zanurzam – opowiada.

Z NOR-y poprzez DIALOG do FIRE TEAM-u
Analizując drogę, którą do tej pory przeszedł, trudno się oprzeć wrażeniu, że wie, co mówi.  Bo najpierw były działania zainspirowane spotkaniami z ludźmi związanymi z kontrkulturą, ruchem punkowym i Stowarzyszeniem „Tratwa” z Olsztyna. W 1995 roku z tych spotkań powstaje NORA, obecnie Nowatorski Ośrodek Ruchu Artystycznego NORA, prowadzony przez Daniela Ziemackiego, brata Artura,  która od początku skupia wokół siebie młodzież z tzw. trudnych domów, wyciąga ich z klatek schodowych  i z ulicy, pokazując, że są inne fajne miejsca, gdzie można się realizować.  NORA to miejsce spotkań młodzieży z Bartoszyc i okolic, ale także przestrzeń dla pierwszych ważnych działań obu braci Ziemackich.  Artur idzie krok dalej i w 2001 roku zakłada Północno-Wschodnie Stowarzyszenie Wspierania i Rozwoju Inicjatyw „Dialog” ze sztandarową imprezą jaką był ogólnopolski festiwal „Strefa bez granic”(który nota bene pogrążył ich później finansowo).  Ziemacki wspomina, że to były tłuste lata dla stowarzyszenia, w czasie których realizują duże programy, pozyskują okazałe granty, nie bardzo przejmując się dokumentacją. Taka młodzieżowa partyzantka, z której w końcu przyszła pora się rozliczyć. W tym czasie powstaje też teatr tańca z ogniem „Salamandra”, organizujący pokazy i warsztaty, najpierw jedynie za zwrot kosztów podróży, potem już za całkiem niezłe gaże. Aby to jakoś uporządkować i ogarnąć, Artur zakłada jednoosobową działalność gospodarczą -Agencję Artystyczną Fire Team, żartobliwie, a pewnie czasem także złośliwie zwaną Frajer Team lub Free Team. Misją FTA było przede wszystkim stworzenie możliwości zarobkowych dla artystów wywodzących się ze środowisk o ciężkiej sytuacji społeczno-ekonomicznej, co przez 5 lat istnienia agencji realizowali z powodzeniem.
– Ale źle wspominam ten czas, bo jednak pieniądze to nie wszystko. W ekipie nastąpiły ostre podziały, byliśmy grupą rówieśniczą, kolegami, nie umieliśmy się dogadać i w końcu każdy poszedł w inną stronę. Nawet się do siebie nie odzywamy.
W 2009 przyszedł kryzys, agencja przestała dostawać zlecenia, a  na rynku pojawiło się coraz więcej grup tańczących z ogniem.  Artur, który już od roku nie mieszkał w  Bartoszycach, a w pobliskim Sępopolu, gdzie trafił za żoną, rozwiązał firmę, a ludzie przeszli na tzw. umowy śmieciowe, dorabiając od czasu do czasu.

Czas na spółdzielnię
Nie jest łatwo wytłumaczyć człowiekowi z ulicy, co to jest spółdzielnia socjalna. Według Artura Ziemackiego to grupa ludzi, którzy dobrze się znają, mają konkretne umiejętności i chcą pracować, nie myśląc wyłącznie o zysku. Poza tym powinni patrzeć w jednym kierunku. Zanim powstała Spółdzielnia socjalna „Dobra Ekonomia”, jej członkowie odbyli szereg spotkań z pracownikami Ośrodka Wspierania Inicjatyw Ekonomii Społecznej, dostali wsparcie merytoryczne, a po założeniu spółdzielni finansowe – dotację od Fundacji ATUT z Ostródy. Duży wpływ na decyzję Artura miała też lektura książek Muhammada Yunusa, ekonomisty, laureata nagrody Nobla w 2006r,  założyciela Grameen Banku, udzielającego mieszkańcom Bangladeszu niewielkich pożyczek na rozkręcenie drobnej przedsiębiorczości, zakup potrzebnych materiałów, itp.
– Nie wiem czy bym się zdecydował, gdybym nie czytał wcześniej Yunusa. Sprawy związane z prowadzeniem działalności były mi dość znane, byłem już tym mocno znużony,  ale podobało mi się, że w ekonomii społecznej chodzi o coś więcej.  Przeważyła ideologiczna strona zagadnienia, poczułem, że po iluś latach nastawienia na konsumpcję, mogę się zrehabilitować  i robić coś ważnego. To było dla mnie wyzwanie. No i miałem ludzi, których znałem, wiedziałem, co umieją,  czego mogę się po nich spodziewać.
Mieli też swoje zasoby rzeczowe, potrzebne do organizowania warsztatów , pokazów czy eventów, bo Spółdzielnia socjalna „Dobra Ekonomia”  poszła w usługi, które już wcześniej proponowali jako stowarzyszenie, czy agencja artystyczna. Mieli swój  piec do wypiekania chleba czy sprzęt po paintballa,  dlatego największą część dotacji przeznaczyli na agencję reklamową KROPKA. Artur dla siebie potrzebował trzech par butów klauna.

Po rozżarzonych węglach.
Mniej więcej co dwa lata wprowadzają nową ofertę: taniec z ogniem, pieczenie chleba, chodzenie po rozżarzonych węglach i tłuczonym szkle, klaunada, a ostatnio, już jako spółdzielnia socjalna – jurty mongolskie. Kalendarz imprez mają wypełniony na najbliższe pół roku, ale Artur czujnie śledzi rynek, bo podobne formy pojawiają się czasem jak grzyby po deszczu, jak było w przypadku tańca z ogniem.  Teatr Tańca „Salamandra” ma jednak wyrobioną markę i nadal chętnie jest zapraszany na spektakularne pokazy. Powodzeniem cieszą się też warsztaty chlebowe czy chodzenie boso po ogniu, traktowane albo jako osobny pokaz, albo element szkoleń motywacyjnych czy budowania zespołu. Rolą Artura jest zmotywowanie pracowników szkolonej firmy, aby bosymi stopami przeszli przez ogniowy korytarz o temperaturze 700 stopni Celsjusza. Zazwyczaj wszyscy się decydują.  On idzie pierwszy bo prowadzenie spółdzielni socjalnej czasem przypomina chodzenie po rozżarzonych węglach. Z jednej strony jest strach przed tym, co się może wydarzyć, z drugiej ciekawość, chęć przekroczenia własnych granic, ryzyko.
Jedną z ulubionych form pracy Artura, oferowanych przez spółdzielnię są zabawy plenerowe dla dzieci.  Prezes spółdzielni wdziewa wówczas nieco za duże odzienie i wciela się w rolę klauna. Twierdzi, że to działa na niego lepiej niż najlepsza terapia.
– Wszyscy się do Ciebie uśmiechają, ty się uśmiechasz do wszystkich i w ten sposób wytwarzasz u siebie pozytywne emocje. Po sześciu godzinach pracy z dzieciaczkami wracam zmęczony, ale też naładowany dobrą energią.
Spółdzielcy dumni są też ze swojej agencji Kreatywnej Kropka, w której króluje grafik komputerowy Kamil, a która jest konkurencyjna nawet na trudnym bartoszyckim rynku.

Wespół zespół
Jako zespół przeszli już trudny okres ścierania się  i docierania. Do spółdzielni dołączyły nowe osoby i po kilku miesiącach dojrzeli wreszcie do wspólnych spotkań, rozmów i decyzji, choć Artur dostrzega, że nie jest jeszcze wcale tak różowo.
– Jesteśmy typowym przedsiębiorstwem, które boryka się z problemami osobowymi. Kilka osób nam się wymyka, jest jakby poza zespołem. Pozostała część to zgrana  ekipa, która chce i lubi ze sobą rozmawiać, z zaangażowaniem realizuje zadania- wyznaje szczerze Artur, po czym jednym tchem wylicza , kto i co robi w spółdzielni.
– Jest pani Ewa, krawcowa, która szyje nam jurty mongolskie i jest chyba najbardziej dynamiczną osobą z nas wszystkich, normalnie petarda. Poza tym dusza człowiek, wszystko załatwi, znajdzie w necie. Jest jej mąż, Krzysztof, który ma uprawnienia na wszystkie pojazdy, a jednocześnie jest artystą, próbuje rzeźbić w metalu. Jest Daniel (Mono), który ma dar układania i myśli strategicznie, Gosia i Dawid (Parasol), bardzo dobrzy tancerze, pasjonaci, super grafik Kamil, księgowy Piotr i dwie Anie. Jedna to moja niesamowita żona, która przejęła dział sprzedaży  (i ta maszynka już działa!), druga Ania zajmuje się m.in. szkoleniami, dba o naszą społeczną twarz biznesu, no i jeździ ze mną na klaunady.
O sobie Artur mówi, że lubi coś rozpoczynać i doprowadzać do stanu, w którym niemal samo się toczy.  Ma tzw. czuja w interesach, wie, na czym można będzie zarobić i cieszy go świadomość, że nie robi tego tylko dla siebie.  Poza tym śmieje się, że robi bardzo dobre pierwsze wrażenie, a potem jest już trochę gorzej.

Dobra ekonomia – dobry wybór
– Prowadząc stowarzyszenie borykałem się z dylematem, że fajnie działamy, ale nie mamy z czego żyć. W firmie, nastawiłem się na zarabianie pieniędzy, a gdzieś uciekło mi w tym wszystkim ludzkie oblicze. Odnoszę wrażenie, że spółdzielnia socjalna jakoś to ze sobą łączy, i to mi daje siłę do działania

Zapraszamy do obejrzenia dokumentu o Spółdzielni socjalnej „Dobra Ekonomia” www.telewizjaobywatelska.org.pl i na stronę spółdzielni www.dobraekonomia.pl

Autorką artykułu jest Monika Hausman – Pniewska ze Stowarzyszania ESWIP a artykuł jest przedrukiem z czasopisma „Pozarządowiec” maj nr 3 (149) 2013 rok XVII

Pin It on Pinterest

Share This